W naszym dziale chodzą słuchy, że nowy inżynier ds. sprzedaży Gdańsk został zatrudniony w naszej firmie dzięki znajomościom, jakie jego rodzina posiada z prezesem. Na początku nie wierzyłam w te informacje, jednak im dłużej się zastanawiam i im bardziej przypatruję się Patrykowi, tym częściej zauważam, że nie ma on zielonego pojęcia o sprzedaży i nie radzi sobie w tym, co robi. W normalnej sytuacji kierownik działu już dawno wezwałby Patryka do siebie i zagroził, że jeśli nie weźmie się w garść i coś w sobie nie zmieni, to dość szybko pożegna się z zatrudnieniem. O dziwo, w przypadku nowego chłopaka kierownik nie dość, że nie wezwał go na pogawędkę, to jeszcze udaje, że wszystko jest w najlepszym porządku.

Od tygodnia zajmuję się intensywnym obserwowaniem Patryka i jego sposobów pracy. Nie trzeba długo patrzeć, by się zorientować, że chłopak nie umie rozmawiać z klientami, nie zna produktów oferowanych przez firmę i ma wyraźne problemy w zrozumieniu na czym w ogóle praca inżyniera ds. sprzedaży polega. Nie wiem, czy jemu się wydawało, że inżynier sprzedaży jest jak projektant czy architekt, jednak to stanowisko pracy ma o wiele więcej wspólnego ze swoim drugim członem nazwy, niż z pierwszym. Na miejscu kierownika już dawno zatroszczyłabym się o pozbycie Patryka z działu, bo jego praca nie przynosi żadnych zysków, a jedynie generuje straty. Chyba rzeczywiście Patryk jest jakimś znajomym naszego prezesa.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *